To pierwsza z serii przygód czterech dzielnych ptaków.
Cała historia skrzydlatej grupy detektywów rozpoczyna się na gałęzi największego platana, jaki rośnie na krakowskich Plantach…

Książeczka dostępna jest w formie
e-book na stronie empik.com
Tam właśnie mieszka sowa Helena. Resztę Ptasiej paczki stanowią:
gołąb Gerwazy,
sikora Barbara
i kos Kazimierz.
Wszystko zaczyna się pewnego poranka, gdy okazuje się, że zaginęło szydełko pewnej babci, przez co nie będzie ona mogła dotrzymać obietnicy danej wnuczce. Ptaki postanawiają wyjaśnić tę tajemniczą sprawę. Śledztwo prowadzi do wielkiego zagrożenia, jakim jest kot Puszek.
Towarzysząc Ptasiej paczce dowiecie się też sporo o Krakowie. Właśnie w tym mieście mieszkają nasi bohaterowie, a ponieważ uwielbiają ciekawostki, sporo mają ich w swoich ptasich łepkach i chętnie się nimi podzielą.
Fragment książki:
„Kot Puszek zastrzygł najpierw jednym, potem drugim uchem. Podniósł najpierw jedną, potem drugą powiekę i kiedy w końcu dotarło do niego, że coś lata nad jego głową i w dodatku nieprzyjemnie poświstuje, postanowił podnieść się nieco, by wnikliwiej przyjrzeć się sytuacji.
– A ty czego tu tak fruwasz i drzesz się, jakby cię z piór obdzierali? – miauknął przeciągle i całkiem zrozumiale – Nie widzisz, że śpię sobie smacznie po śniadanku? Mam cię złapać i zjeść? Przyleć za dwie godziny. Wtedy będę głodny i możemy o tym pogadać.
Wymiauczawszy słowa o spanku , śniadanku i łapanku Puszek uważał sprawę za zakończoną i już miał znów zamknąć oczy, gdy nagle z puszki po kukurydzy odezwał się dziwny głos. To była dzielna sikora Barbara.
– Kocie Puszku, musisz natychmiast mnie wysłuchać i odpowiedzieć na moje bardzo ważne pytania – świergoliła, a stalowa blacha zwielokrotniała jej świergot, który stawał się
naprawdę głośny i trochę straszny.
– Kto to mówi? – kot Puszek był wyraźnie zaniepokojony i niepewnie rozglądał się po pokoju w poszukiwaniu właściciela głosu. – Na koci pazur! Co to mogło być? Jakaś wielka mysz? A może to pies? Czy babcia przyniosła do domu psa? – Ostatnia myśl była najgorsza.
Pies oznaczał, że nie będzie już wylegiwania się na fotelu, że babcine „mizianko-głaskanko” zostanie zmniejszone o połowę, że „pchlarz” będzie wtrącał się we wszystko… – Na moją myszkę z piórek, ktoś ty?! – zamiauczał trochę żałośnie rozglądając się jeszcze mocniej.
– Choćbyś patrzył i patrzył, nie zobaczysz mnie, kocie Puszku, bo ja jestem wielkim duchem puszki. Jestem potężny i mogę rzucić na ciebie moje wielkie czary – kontynuowała sikora Barbara, która o dziwo bawiła się coraz lepiej. Być może była to jedyna w jej życiu okazja, by rozkazywać kotu!”