Detektywi Ptasiej paczki uwielbiają dzieci i zawsze jest im bardzo przykro, gdy na jakiejś dziecięcej buzi brakuje uśmiechu.

Tymczasem pewien mały chłopczyk zagubił w jednym z krakowskich parków ukochanego misia.

Park jest wielki, miś malutki, a przed naszymi bohaterami staje karkołomne zadanie odnalezienia jednego w drugim.

Czy to się uda?

Jeśli nie, chłopiec już na zawsze straci swojego przyjaciela i jeszcze długo będzie smutny.

Powodzenia Ptasia paczko!

A tak przy okazji, co robi w tej historii śpiewająca żaba?

Fragment książki:

– Tutaj, tutaj – rozległo się nagle gdzieś blisko. –
Podfruńcie, to wam pomożemy – to wiewiórka Basia razem z
dwiema swoimi przyjaciółkami nawoływała z gałęzi modrzewia, rosnącego na środku trawnika, nad którym akurat lecieli. Nasi detektywi z wielkim wysiłkiem skierowali się w tamtą stronę. Dolecieć to jedno, ale usiąść na drzewie z trzymanym w dziobach misiem, to zupełnie inna sprawa.
– Trzy kosy w lewo, teraz na dwa gołębie w dół – komenderowała wiewiórka, starając się doprowadzić do udanego lądowania na wąskiej gałęzi, a ptaki posłusznie korygowały swój lot według jej uwag. – Teraz na półtorej sikory do przodu. Ląduj! –
zabrzmiało wreszcie ostatnie polecenie i ptasi transport
bezpiecznie osiadł pomiędzy miękkimi szpilkami.

– Dziękujemy za pomoc – zaświergotała sikora Barbara,
wypuszczając z dzioba misiowe spodenki – nigdy nie
pomyślałabym, że tak sama, no od serca nam pomożesz.

– Wiesz, ja też trochę namieszałam z tym misiem –
odpowiedziała wiewiórka – chciałabym móc to naprawić, bo
wiewiórki nie powinny robić rzeczy, przez które dzieci są
nieszczęśliwe – mówiąc to podniosła do pyszczka łapkę i ledwo zauważalnym ruchem przetarła swoje czarne oczka. – Dobrze dość marudzenia, bo całkiem się rozkleję. Siostry – zwróciła się do dwóch pozostałych wiewiórek – misia w pyszczki i kierunek ławka. Trzy sympatyczne rudzielce złapały przytulankę i sprawnie zbiegły na trawniki.